Konfrontacja sponsorów
Niedzielna konfrontacja w ekstralidze żużlowej w Gdańsku to nie tylko mecz beniaminka Lotosu z mistrzem Polski z Tarnowa. To także starcie sponsorów obu drużyn, Grupy Lotos SA z Grupą Orlen SA, w którego skład wchodzi Rafineria Trzebinia, wspierająca tarnowian. Początek o godz. 17, jak zwykle na torze przy ul. Długie Ogrody.
Gdańszczanie mają z Unią do wyrównania stare porachunki. Dwa lata temu to właśnie tarnowianie pozbawili Lotos miejsca w ekstralidze, zwyciężając dwumecz barażowy. Ówczesny wicelider pierwszej ligi pokonał przedostatni w krajowej elicie zespół z Trójmiasta dwukrotnie po 48:42. Dzisiaj mówi się nieoficjalnie, że niektórzy zawodnicy Lotosu, zostali zmotywowani przez rywala i nie przyłożyli się do tych spotkań. Prawdy raczej nigdy nie poznamy.
Trener Grzegorz Dzikowski, obecny szkoleniowiec Lotosu właśnie w 2003 roku powrócił do pracy z gdańską drużyną, przejmując funkcję po Romualdzie Łosiu. On poprowadził gdańszaczan w barażach.
- Patrząc na skład mojego zespołu, nadal nie mogę uwierzyć, że wtedy spadliśmy - mówi Dzikowski i dodaje:
- Ale nie wracajmy do tego. Liczy się teraźniejszość. Przed nami mecz sezonu 2005. Nie ukrywam, że przystępujemy do niego z nadziejami na zwycięstwo.
Zdaniem Dzikowskiego ostatnia porażka na własnym torze z Unią Leszno nie będzie miała w niedzielę znaczenia.
- Takie są rozgrywki ekstraligi w tym sezonie. Nie ma słabeuszy. Każdy może wygrać. Unia Tarnów to wprawdzie mistrz, ale skoro przegrała w Lesznie czy w Toruniu, to czemu w Gdańsku miałaby zainkasować komplet punktów?
W opinii szkoleniowca największe znaczenie będą miały zdobycze punktowe trójki liderów Lotosu - Roberta Kościechy, Tomasza Chrzanowskiego i Grega Hacocka.
- W Toruniu zawiódł Kościecha. W meczu z Lesznem Chrzanowski. Stało się to w najbardziej nieodpowiednich momentach, kiedy zaczęli punktować zawodnicy drugiej linii - mówi Dzikowski.
Do tego należałoby jeszcze dodać słabą dyspozycję lidera wśród gdańskich juniorów Mirosława Jabłońskiego. Młodszy z braci ma zaprzątniętą głowę maturą.
- To pierwszy tak poważny egzamin w moim życiu. Na pewno sprawił, że w moje poczynania na torze wkradły się nerwy. Do tego jeszcze padł mi sprzęt, ale najbardziej jestem sam winny. Popełniam dużo błędów. W niedzielą też nie mam łatwego zadania. Już w pierwszym wyścigu spotkam się z najlepszą obok torunian parą juniorów w ekstralidze - przyznaje Mirek.
W porównania z barażowymi konfrontacjami Lotosu z Unią, skład tarnowian zmienił się. Doszli bracia Tomasz i Jacek Gollobowie oraz Szwed Tony Rickardsson. W ubiegłym sezonie głównie oni przyczynili się do zdobycia złotego medalu. Wszyscy zaprezentują się trójmiejskiej publiczności, co powinno być dodatkową atrakcją. W przeszłości cała trójka występowała w gdańskich barwach. Gollobowie w 1989 roku, Rickardsson w latach 1999-2000.
- Przyjeżdżamy po zwycięstwo - mówi trener Unii Marian Wardzała. - Potraciliśmy już za wiele punktów. Najpierw moi zawodnicy narzekali na tor. Później nie mieli już na co, chociaż zawodził także sprzęt. Mam nadzieję, że uporaliśmy się z wszystkimi problemami.
Wardzała przyznaje, że jest zaskoczony dotychczasowymi wynikami Lotosu.
- Wszak to beniaminek. W ubiegłym sezonie, po takich wzmocnieniach, byliśmy skazani na mistrzostwo Polski. Teraz rozgrywki są bardziej wyrównane. Rywale wzmocnili się, poprawili swoją sytuację sprzętową - kończy Wardzała.